21 września 2026 Sławek Gortych - "Schronisko które przestało istnieć"
Schronisko, które przestało istnieć Sławka Gortycha – recenzja
Powieść określona jako „górski kryminał” to w istocie zręczne połączenie gatunków literackich: powieści historycznej, powieści kryminalnej i powieści obyczajowej. Myśl przewodnia to rodzinne tajemnice. Utwór ten budzi we mnie mieszane uczucia. Wrażenia negatywne niestety przeważają.
Artur Rajczakowski, właściciel nieczynnego schroniska Nad Śnieżnymi Kotłami, ginie w tragicznym wypadku. Wkrótce w Karkonosze przyjeżdża bratanek zmarłego, młody dentysta Maksymilian. Młody człowiek nie odnajduje w górach upragnionego wytchnienia od rodzinnych problemów. Odkrywa on, że jego krewny tuż przed śmiercią drążył temat sąsiedniego schroniska, które strawił tajemniczy pożar. Zaintrygowany młodzieniec rozpoczyna prywatne śledztwo. Uparte dążenie do prawdy sprowadza na niego śmiertelne niebezpieczeństwo. Pewnego dnia Maksymilian odbiera telefon i słyszy w słuchawce dziwne, poetycko brzmiące nagranie, którego autor przedstawia się jako Duch Gór. Złowrogi głos kieruje pod adresem chłopaka pogróżki…
Utwór zatytułowany Schronisko, które przestało istnieć pióra młodego polskiego pisarza Sławka Gortycha wyróżnia się pozytywnie pod względem treści. Fabuła jest sprawnie skonstruowana. Największą zaletę stanowią wątki historyczne: opis mrocznych tajemnic z czasów II wojny światowej. Solidna porcja wiedzy historycznej, którą autor serwuje nam w przystępny sposób . Pożyteczne fragmenty stanowią wypowiedzi bohaterów drugoplanowych w językach niemieckim i czeskim, opatrzone przypisami. Cenne są także zaprezentowane tutaj elementy karkonoskiej kultury ludowej takie jak legenda o Duchu Gór, lokalnym demonie zwanym też Liczyrzepą. Urzekają również obrazowe opisy przyrody. Największa wada powieści to jej fatalnie przestylizowany język narracji. Warstwę językową charakteryzuje źle pojęta oryginalność. Błędy stylistyczne takie jak błąd frazeologiczny: „(…) słabych lotów film sensacyjny” , poprawna forma brzmi: „niskich lotów film” albo „słaby film”, kuriozalny archaizm, a jednocześnie rusycyzm: „jak mniemam” , poprawna forma współczesna brzmi: „jak przypuszczam” czy inny błąd frazeologiczny: „stał jak oniemiały”, poprawna forma brzmi: „stał jak wryty”. Takie sformułowania świadczą o braku wyczucia stylu u autora. Tego typu kwieciste figury stylistyczne tworzą nieuzasadniony efekt komizmu, często karygodnie odwracając uwagę od dobrej treści. Razi mnie poważny niedostatek napięcia – suspens właściwy kryminałowi wyraźnie wyczuwalny jest dopiero w scenach finałowych. Wątki obyczajowe uważam za nadmiernie rozbudowane. Psychologia postaci współczesnych pozostawia wiele do życzenia. Główni bohaterowie są nieznośnie egzaltowani, ich słownictwo jest tak patetyczne, że nie pasuje do młodych ludzi żyjących w XXI wieku. Para głównych bohaterów przypomina parodię arystokratów, znanych z literatury XIX – wiecznej. Postać historyczna – Gerhart Hauptmann, niemiecki pisarz, laureat literackiej Nagrody Nobla, została natomiast przedstawiona z imponującym realizmem. W moim przekonaniu pasja w odkrywaniu i opisywaniu historii sprawia, że Sławek Gortych ma o wiele większe predyspozycje, by stać się autorem powieści historycznych niż kryminałów z akcją toczącą się w czasach współczesnych. Wyrwane z kontekstu motywy odbieram jako bardzo wartościowe, utwór jako całość nie trafia jednak w moją wrażliwość. Z uwagi na kiczowatą formę polecam powieść tę wytrwałym miłośnikom historii II wojny światowej i piękna polskich gór.
Beata Sowińska
recenzja książki "Schronisko które przestało istnieć" Sławka Gortycha
Od dawna miałam ochotę przeczytać pierwszą część karkonoskiego cyklu Sławomira Gortycha. Autor wpadł na polski rynek książki niczym jakaś supernowa w szaliku i raczkach, lecz jego blask wcale nie gaśnie. Aby wypożyczyć tomy o schroniskach z biblioteki trzeba czekać w niebotycznych kolejkach, wszyscy dopominają się spotkania autorskiego, a jego powieści zastąpiły w wielu domach tradycyjne skarpety i majtki pod choinką.
Chciałam też!
Jakże wielka była moja radość, kiedy „Schronisko, które przestało istnieć” trafiło do naszego złotowskiego DKK-u. I na tym zachwyty moje się skończyły...
Fabuła powieści jest dość ciekawa, nawet wciągająca. Mnogość płaszczyzn chronologicznych i postaci wcale nie utrudnia odbioru. Sceneria cudowna! Naprawdę jest wiele magii w naszych polskich górach. Ci, którym Karkonosze nie są obce, na pewno z wypiekami na twarzy wędrowali wraz z Maksymilianem po szlakach i odwiedzali kolejne schroniska. Sama odszukałam własne zdjęcia z podróży, odkurzyłam wspomnienia.
Moje główne zarzuty wobec pana Gortycha dotyczą sztuczności bohaterów książki i archaicznego języka. Czasami miałam wrażenie, że czytam powieść napisaną przez gimnazjalistę, by po kilku stronach odkryć, że autor ewidentnie nosi sztuczną szczękę i na żadne Śnieżne Kotły ze swoją laską już nie wejdzie. Kto na litość boską w XXI wieku używa słowa „filuternie”?!
Język wpływał także na moje powątpiewanie wobec głównych postaci. Dialogi miejscami okazały się pompatyczne, miejscami zbyt teatralne, miejscami po prostu naiwne.
Jeśli się nie mylę, Maksymilian Rajczakowski ani razu nie użył brzydkiego słowa. Dbałość o czystość polszczyzny jest słuszna i godna pochwały, jednak nie sprawdza się, kiedy bohaterowi ginie najbliższa osoba, ktoś go więzi w piwnicy, celuje do jego dziewczyny, a pogróżki wysyła mu sam demon. No nikt tego nie wytrzyma!
Przyznam, że nie czytam wielu romansów i powieści obyczajowych, jednak relacja Maksymiliana z Martą wydała mi się nieco infantylna. To dorośli ludzie, a zachowują się jak dzieciaki na obozie harcerskim albo dyskotece szkolnej. Jakieś podchody, w chowanego zabawy, niedopowiedzenia, filuternie okiem mrugają, by zaraz wyskoczyć zza rogu z deklaracjami i namiętnością. Rodzinne relacje i rozmowy przywodziły na myśl Klan i Dynastię. Te męskie łzy, uderzenia pięścia w stół, dramaty przy kawiarnianych stolikach... I nadal żadnego „k....”!
Wątki autobiograficzne bardzo mnie drażniły. Młody wygląd, stomatologia, wątłość sylwetki i okulary. Jakieś mam negatywne wnioski i skojarzenia, trochę to narcystyczne, ciut naiwne, nie wiem po co, na co i dlaczego.
Naprawdę przepraszam autora za te gorzkie słowa. Może to tylko moje spostrzeżenia, przecież ma liczne grono fanów. Aż mi źle z tą moją oceną, bo powieść jest mimo wszystko niezła, czytałam gorsze, a ta poziom trzyma. Pionów brakowało. Jednak historia ciekawa, napięcie bywa. Kolejne tomy sobie daruję, ale życzę autorowi wszystkiego, co najlepsze. „Schronisko....” jest fajne, tylko ja zgryźliwa.
Natalia Glugla