01 lipca 2026 Paweł Sołtys - "Nieradość"

Paweł Sołtys -

"Nieradość" Pawła Sołtysa – recenzja 


            Po tę książkę sięgnęłam chętnie z dwóch powodów: po pierwsze dlatego, że jestem fanką prozy poetyckiej, a po drugie dlatego, że skusiły mnie jej liczne entuzjastyczne recenzje. Jej autorem jest artysta, którego twórczość zdaniem krytyków literackich charakteryzuje „ogromna wrażliwość językowa”. Kiedy przystąpiłam do lektury, właściwie od pierwszego akapitu poczułam gorzkie rozczarowanie. Dzieło budzi we mnie mieszane uczucia. Wrażenia negatywne niestety nieco przeważają. Niniejsza książka zatytułowana  Nieradość pióra Pawła Sołtysa stanowi zbiór 25 filozoficznych opowiadań utrzymanych w konwencji realizmu magicznego, wzbogaconego o elementy surrealizmu. Myśl przewodnia to przepełniona melancholią podróż w przeszłość. Temat dominujący w każdym z tych opowiadań to płynne przechodzenie od nostalgii za krainą idealnego dzieciństwa do strachu przed bolesną starością. Z kart książki wyłania się pełen egzystencjalnej goryczy, a jednocześnie baśniowy i groteskowy świat. To świat gęsto zaludniony. Pośród obecnych tutaj bohaterów prym wiodą ludzie wykluczeni i zapomniani, uginający się pod ciężarem słabości ciała i duszy. Mój jedyny wielki zarzut wobec tego dzieła dotyczy języka narracji. To język fatalnie przestylizowany, naszpikowany kuriozalnymi ozdobnikami. Środki stylistyczne takie jak hiperbole: „choćbyś otworzył oczy od grzywki do ust”, porównania: „Pan Ryś wyglądał jak samobieżny pączek. Wydawało się, że wystarczy nacisnąć jego czerwony, lukrowany kremem Nivea policzek, a z nosa i ust popłynie różana konfitura” czy antropomorfizacja zawarta w metaforze „o miażdżycy demokracji i tuberkulozie mediów” zioną egzaltacją, są nieznośnie infantylne. Ten męczący przesyt sprawia, że lektura tej książki daleka jest od przyjemności. Autorowi zdarzył się błąd gramatyczny: „nie pierwszyzna im” – poprawna forma brzmi: „dla nich nie pierwszyzna”.  Przez dziwaczną kwiecistość języka narracji dzieło to w przeważającej części bardziej przypomina parodię prozy poetyckiej niż klasyczną prozę poetycką. Nadmierna stylizacja formy drażni, karygodnie odwracając uwagę od bardzo dobrej treści. Pod względem treści jest to bowiem utwór niezwykle wartościowy. Największy atut niniejszego zbioru opowiadań stanowi przemyślana, drobiazgowo dopracowana psychologia postaci. Paweł Sołtys daje się poznać jako bystry obserwator, po mistrzowsku wnikający w niuanse ludzkich emocji. Narrator wciela się w różnych bohaterów, wiarygodnie patrząc na świat oczami postaci płci obojga. Opisy relacji międzypokoleniowych imponują obrazowością i trafnością spostrzeżeń. Małe radości i wielkie nieradości bohaterów opisane zostały z taką czułością, że stają się oni bliscy czytelnikowi podczas lektury. Za serce chwyciły mnie postaci kalekiego Bartka, Grażyny, dziadka Rysia i jego kota. Autor posiada wybitny talent do tworzenia sugestywnych portretów psychologicznych. Całe bolesne piękno i tragikomiczną brzydotę życia możemy w Nieradości odnaleźć pod warunkiem, że wystarczy nam cierpliwości, by przebić się przez gęstwinę barokowych ozdobników i plątaninę absurdalnych skojarzeń autora. Ja często traciłam cierpliwość do tych ciężkostrawnych językowych „dekoracji”. Później wracałam do lektury z uwagi na jej treść. Przypisywanie temu autorowi ogromnej wrażliwości językowej to moim zdaniem grube nieporozumienie. Wrażliwość językowa to w mojej ocenie pięta achillesowa Pawła Sołtysa. W moim przekonaniu Nieradość miała potencjał, by stać się wielkim dziełem sztuki literackiej, ale byłaby o wiele milsza w odbiorze, gdyby została gruntownie wygładzona stylistycznie. Dla mnie lektura tej książki to była droga przez mękę. To ciekawostka dla czytelników  wytrwałych. Osobiście nie polecam.
                                                                                                                   Beata Sowińska