17 czerwca 2024 Anna Kańtoch - "Samotnia"

Anna Kańtoch -

recenzja książki „Samotnia” Anny Kańtoch 

Od czasu do czasu lubię przeczytać kryminał. Taki na poziomie, trzymający w napięciu, napisany wartko, zgrabnie i „po męsku”. Tyle pozytywnych opinii na temat prozy Anny Kańtoch wysłuchałam, otwierając „Samotnię” spodziewałam się, że nie będę chciała jej odłożyć i zarwę nad nią kilka nocy. Jak bardzo się myliłam!!! 
Miałam wrażenie, że czytam powieść napisaną przez licealistę, który w przerwach między lekcjami, na kolanie, stworzył fabułę. Lekcji młodzi mają teraz coraz więcej, co za tym idzie – przerw również, więc fabuła pokręcona nierealnie. Mnożą się postaci, ludzkie dramaty i podejrzenia. Mamy tu wypadek, utratę wzroku, rozwód, morderstwa, zdrady, oszustwa, romanse, aborcję, ataki paniki, fantazje erotyczne, alkohol i prywatne śledztwa. Prawie jak tandetna wenezuelska telenowela. 
Główny bohater, Leon Cichy, wydaje się być najnudniejszym człowiekiem na świecie. Brakuje mu osobowości, emocji, on nawet nie przeklina, nawet w sytuacji zagrożenia życia, nawet znajdując zwłoki byłej żony (którą nadal kocha… chyba… ale było im tak dobrze razem – z Aliną, nie Alicją… dlaczego odeszła… tak z dnia na dzień…), zachowuje stoicki spokój i swoje bezosobowe mamejstwo. 
Nie spodobała mi się także forma powieści. Jest to rzekomo zapis nagrań głównego bohatera. Po utracie wzroku Leon nagrywa swoją najnowszą książkę na telefon. Taki sposób prowadzenia narracji nie wydaje mi się ani oryginalny, ani potrzebny. Jest kolejną zbędną komplikacją. 
Podsumowując: sztuczna fabuła, sztuczny bohater, sztuczne słownictwo. Nie przekonuje mnie „Samotnia” wcale. Szybko po inną książkę Anny Kańtoch nie sięgnę, zraziłam się całkiem. 

(Gdyby krawat był nie w różowe słonie, a w pomarańczowe kropki na przykład, byłoby lepiej!)
                                                                                               

                                                                                     Natalia Glugla

                                                                                     DKK Złotów

                                         

Anna Kańtoch „Samotnia”

 

          Autorka weszła w rolę męską i - moim zdaniem – słabo to wyszło. Cały czas czułam, że ten mężczyzna w swojej roli wypada blado, a obdarzenie go ślepotą  nie tłumaczy tej słabej roli. I rodzina, opisana słabo, bardzo słabo. Cały czas czuje się, że na końcu musi wystąpić jakiś przewrót, aby ten kryminał miał jakiś sens, ale obarczyć tym ojca?

Nie polecam...        

Krystyna Matraszek
DKK Złotów

                                 

Samotnia Anny Kańtoch – recenzja 

            Ten wyrazisty dreszczowiec psychologiczny przykuł moją uwagę od pierwszego akapitu. Utwór balansuje na pograniczu realizmu i oniryzmu. Akcja powieści toczy się współcześnie, w Polsce. Jest marzec 2020 roku. Znany pisarz, Leon Cichy – główny bohater, którego autorka czyni pierwszoosobowym narratorem – doświadcza pasma nieszczęść. Pozornie kochająca żona, nagle, z niejasnych przyczyn, żąda rozwodu. Wkrótce mężczyzna zostaje potrącony przez samochód. Budzi się w szpitalu, pogrążony w ciemnościach. Okazuje się, że stracił wzrok. Odkrywa, że opiekę nad nim sprawuje obca kobieta. Leon jest załamany. Czy ociemniały literat popadł w obłęd, czy też on „jako jedyny widzi prawdę?”
            Powieść Samotnia to dzieło misternie skonstruowane, pełne pasji. Autorka po raz kolejny pokazuje klasę, umiejętnie stopniując napięcie. Największą zaletę utworu stanowi perfekcyjna groza – odbiorcę uderza zagęszczona atmosfera izolacji i osaczenia, atmosfera klaustrofobiczna. Naszym oczom ukazuje się świat, w którym trwa nieustanna gra pozorów. Anna Kańtoch jawi mi się jako bystry obserwator rzeczywistości. Realistycznie opisuje ona percepcję świata u osoby niewidomej: „moje uczucia zmieniały się, zanim zdążyłem je rozpoznać i oswoić”– ukłon w stronę talentu pisarki. Wielopoziomowa intryga obecna w tym utworze budzi w czytelniku żywe emocje. Psychologia postaci jest przemyślana. Zaleta powieści to jej drobiazgowo dopracowana forma. Atut formy to krótkie, konkretne rozdziały – to swego rodzaju pamiętnik. Uwagę przykuwa ponadto subtelnie wystylizowany język narracji. Środki stylistyczne takie jak antropomorfizacja: „resztki dziennego światła z mozołem przedzierały się przez ciemny wał deszczowych chmur”, poetyckie metafory: „życie rozsypało się niczym pożerany przypływem zamek z piasku” czy subtelna ironia: „ona zapalona ogrodniczka, on równie zapalony hipochondryk” przemawiają do wyobraźni. Z kart książki wyłania się rozedrgany, psychodeliczny świat, spowity mgłą tajemnicy – trudno określić gdzie kończy się pełna zagadek jawa, a gdzie zaczyna się niepokojący sen. Istotna zaleta dzieła to jego walory kulturoznawcze. W tej książce każdy czytelnik odnajdzie cząstkę samego siebie. Powieść zasługuje na dobrą adaptację filmową. To także doskonały materiał na spektakl teatralny. Tę książkę czyta się jednym tchem. To jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam. Dobra lektura dla amatorów mocnych wrażeń. Warto delektować się jej smakiem po kawałku. Gorąco polecam.


                                                                                               Beata Sowińska
                                                                                               DKK Złotów

 

Dofinansowano ze środków Instytutu Książki pochodzących z dotacji celowej Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego 2024